Perfekcyjna pani domu

- Jestem do niczego – zwierzyła się matka wariatka małżowi, kiedy to nareszcie o godzinie późno popołudniowej zjawił się po robocie w domu.

- Co ty mówisz???? – zdziwił się małż, obściskując się od progu z synalkiem

- No sam zobacz, nasz syn tęsknił za TOBĄ cały dzień a teraz, jak przyszedłeś, piszczy z zachwytu! Nie przypominam sobie, żeby tak piszczał kiedykolwiek na mój widok. Kiedy ja wracam, to piszczy tylko dlatego, że domaga się piersi, nigdy z innych powodów. Bezwzględnie jestem bardzo złą matką, może nawet najgorszą na świecie – snuła matka wariatka

- Przestań, dobrze wiesz, że tak nie jest – pocieszał małż – on świata poza tobą nie widzi

- Jestem do niczego, zobacz, jaki tu wszędzie bałagan – pokazała matka ręką dookoła siebie – nigdy u nikogo nie widziałam, żeby tak mieszkanie wyglądało.

Wyglądało jak po włamaniu albo po rewizji.

Książki wywalone z regału (rośnie nam mały czytelnik), ubrania, z których dziecko już wyrosło, a które stały w siatce przy łóżku, spakowane, aby podać dalej, zostały rozsypane po całym dywanie (na nic próby chowania ich; dziecię jak tylko zobaczyło, że matka składa jakąś koszulkę i z powrotem chowa do siatki, natychmiast ją stamtąd wyciągało uznając to za fantastyczną zabawę), szuflady komody pootwierane, piżamy matki wariatki częściowo malowniczo rozwalone na podłodze a częściowo „ułożone” w szufladzie z zabawkami. Na resztce wolnej podłogi pomięte gazety (bawiliśmy się w robienie wiatru).

- No sam powiedz – ciągnęła wywód matka – czy tak wygląda mieszkanie perfekcyjnej pani domu? Matka Idealna na pewno nie dopuściłaby do tak skandalicznego bałaganu! Ponadto nie zrobiłam obiadu, bo nie wiedziałam CO ma być dzisiaj na obiad. Męczyłam się całe przedpołudnie aby coś wykombinować i to myślenie tak mnie wyczerpało, że aż nic nie przygotowałam. A Ty na pewno jesteś bardzo strasznie głodny, wracasz z pracy zmęczony, chciałbyś żebym ci ciepłą zupę podała, a ja cały dzień siedziałam w domu i nie zrobiłam obiadu. Co ze mnie za żona? Co ze mnie za matka??? – prawie zalała się łzami matka wariatka

- Przestań, kobieto, przecież ja wiem, że ty tu ciężko pracujesz. Wystarczy, że na Piotrusia musisz nieustająco uważać, ja doskonale wiem, jaka to ciężka robota, dzieckiem się opiekować… - tłumaczył cierpliwie małż

- A do tego – kontynuowała opowieść matka – Piotruś chodził z kupą chyba z godzinę. Co chwila sprawdzam, czy zrobił czy nie, bo przecież robi to niepostrzeżenie, nie było i nie było a potem patrzę i taaaaaaka ogroooooomna! Inna osoba na pewno by wcześniej spostrzegła. A ja nie. A w ogóle to przecież powinnam go nauczyć załatwiać się do nocnika. Inne Matki na pewno potrafią przyuczyć do tego swoje dzieci. Jestem do niczego, naprawdę. Chyba muszę wrócić do roboty, niech ktoś inny, lepszy, zajmuje się naszym synem… A potem, wiesz, jak musiałam zmienić mu pieluchę, to on strasznie, strasznie wierzgał, nie chciał grzecznie leżeć, nigdy nie chce, musiałam go podtrzymywać mocno, bo inaczej wszystko by wymazał kupą, bo mi uciekał, i jak go tak trzymałam, to krzyczał, jakbym go ze skóry obdzierała. Na pewno mnie znienawidził. A przecież za każdym razem mu tłumaczę, że jak będzie grzecznie leżał i nie będzie uciekał, to wszystko pójdzie znacznie szybciej. Czy tylko ja nie potrafię sobie radzić z własnym dzieckiem? Czy inne dzieci też uciekają podczas zmiany pieluchy? Na pewno nie, to wszystko moja wina, bo nie umiem sobie radzić. Jestem naprawdę do niczego!

- Rety, żono, przestań, nie mogę już tego słuchać! Ile razy mam ci powtarzać, że jesteś wspaniałą i najlepszą na świecie matką?

- A kuchnia? Nie widziałeś jak wygląda kuchnia! Przyniosłam kosz z brudnymi rzeczami i wrzuciłam te rzeczy do pralki aby je wyprać. A wiesz co zrobił nasz syn? Powyciągał wszystko z pralki i z wielkim przejęciem powrzucał do kosza na śmieci (na szczęście kosz był pusty) a resztę, która się tam nie zmieściła, rozwłóczył po podłodze. I tak to wszystko leży, bo nie chciało mi się po nim sprzątać. Masz pojęcie, NIE CHCIAŁO MI SIĘ!!! Ludzie ciężko pracują, wychodzą o świcie z domu aby zarabiać na utrzymanie rodziny a ja spędzam całe dnie w domu, nic nie robię, tylko opiekuję się dzieckiem, nie pracuję a tu mi się jeszcze nie chciało posprzątać. To chyba niezbyt normalne, co? A może ty byś chciał wrócić do czyściutkiego, pachnącego mieszkanka? A tu taki bajzel….Buuuuuu

- Żono, nic a nic mi to nie przeszkadza, przecież doskonale wiem, jak nasz syn potrafi rozrabiać. I nie mam do ciebie pretensji, przestań już, naprawdę nie mam pretensji, pomogę ci sprzątać, nic a nic się nie przejmuj, poważka.

- No a spacer? – ciągnęła opowieść matka, tak jakby nie słyszała co mówi do niej małż – spacer to kolejny koszmar. Kiedyś Piotruś sam domagał się, by założyć mu buciki a teraz wierzgał, jakbym sprawiała mu największą krzywdę. A może go stópki bolą, może te buty jakieś niedopasowane? Doprawdy, muszę być do niczego, skoro nawet butów dziecku nie umiem dopasować. A potem były krzyki przy zakładaniu czapki, a potem, jak nie pozwoliłam mu wyjść pierwszemu z mieszkania bo jeszcze nie się nie ubrałam, a potem wylazł na czworaka i dobrał się do ziemi w tym kwiatku, który stoi pod drzwiami. Dlaczego ta sąsiadka postawiła kwiatek pod naszymi drzwiami, czy ona nie wie, że mamy w domu małe dziecko? No i oczywiście wygrzebał ziemię z kwiata i rozsypał nam na wycieraczce a potem dorwał łopatkę i robił nią pac! pac! pac! po podłodze. Potem była chwila spokoju aż zobaczył plac zabaw i nie mógł się doczekać aż tam dojdziemy i krzyczał po drodze. A potem, jak już po godzinie wracaliśmy, to już na dole przy windzie urządził mi awanti, mało z wózka nie wyskoczył, a potem jeszcze się rozebrać, zobacz, kurtki jeszcze leżą w przedpokoju, a potem stał koło mnie i trzymał mnie za nogę i płakał, chociaż przecież co dzień mu tłumaczę, że zanim go nakarmię, to muszę najpierw siusiu i umyć ręce i on też umyć ręce musi… Taki rozumny chłopczyk, a jak mu o tym opowiadam, dzień w dzień, to nie rozumie. Wykończę się, mówię ci, ciekawe, czy tylko ja tak mam. Tak, na pewno tak, inne matki z całą pewnością radzą sobie lepiej ode mnie.

- Wiesz co, żono, powiem ci coś. Jesteś najlepszą z żon i najlepszą z matek. Koniec kropka. A teraz mam super pomysł: zadzwońmy po babcię aby przyszła poopiekować się swoim wnuczusiem a my pójdziemy sobie pobiegać. Od razu zrobi ci się lepiej.

I poszliśmy.

Pozdrawiam wszystkie dzielne mamy. Te idealne i te mniej idealne,

matka wariatka

ps: tak naprawdę to nie było aż tak źle, matka wariatka troszkę podkręciła, dla lepszego efektu ale pewnie i tak wiecie o co chodzi.

Możliwość komentowania jest wyłączona.